Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 22 listopada 2008

Liczba wpisów: 11

nortus
 

Już wkrótce wszyscy kierowcy, którzy posiadają w swoich samochodach nawigację GPS będą musieli posiadać przy sobie certyfikat potwierdzający jej
legalność.Komenda Główna Policji już zapowie-działa wzmożone kontrole na drogach. Dla przypom-nienia warto dodać,że za posługiwanie się piracką kopią mapy w samochodzie grozi do 5 lat więzienia.

Funkcjonariusze policji już od dłuższego czasu przechodzą regularne szkolenia z zakresu ochrony praw autorskich-informuje Komenda Główna Policji Kontrola legalności GPS będzie przeprowadzana na drogach w całym kraju. W akcji poza policją uczestniczy służba celna i inspektorat transportu drogowego.

"Kierowcy muszą brać pod uwagę, że podczas rutynowej kontroli może być także zakwestionowana legalność oprogramowania GPS. Sprzęt zostaje wówczas odebrany kierowcy za pokwitowaniem, zabezpieczony i poddany ocenie biegłych.
Wybierając się w podróż,radzę zabrać ze sobą doku-mentacje sprzedaży programu wraz z certyfikatem"
- mówi Joanna Kącka, podinspektor z Komendy
Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Kierowcy coraz chętniej korzystają z nawigacji GPS - niestety nie wszyscy wybierają do tego legalne oprogramowanie. Jak przewidują prawnicy, sprawy o korzystanie z "piratów" wkrótce wzrosną.

"Obawiać się mogą jedynie kierowcy, którzy posiadają automapy nielegalnie ściągnięte z Internetu.Przecież zabranie do samochodu karteczki
z potwierdzeniem oryginalności produktu nie stanowi większego problemu, więc uczciwi kierowcy nie mają się czego obawiać" - mówi prawnik Adam Jaskóła.

Jak dodaje Jaskóła, operacja policji nie jest skierowana przeciwko kierowcom. Głównym celem są osoby handlujące automapami bez licencji produ-centa.Na terenie Łodzi z tego powodu już zatrzy-mano dwie osoby.

==========
Wychodzi na to, że niedługo wsiadając do samochodu trzeba bedzie mieć nawet fakturę na prezerwatywę, bo przecież eż może być ukradziona. A co z radiem, płytami CD - chociaż to już sprawdzają czy legal czy pirat, zapasowymi
żarówkami. Może całą księgowość zabierać do wozu?
 

nortus
 

Gdy w pożarze w norweskim Drammen zginęło siedmiu Polaków, znajomy [pisze autor artykułu, nie ja] udzielił wywiadu lokalnej gazecie. Mówił o złych warunkach pracy Polaków, o fatalnych warunkach mieszkaniowych. Na drugi dzień ktoś zadzwonił do niego z pogróżkami i kazał siedzieć cicho. Bo tu, proszę pani, w grę wchodzą ogromne pieniądze

Drammen, 60 tys. mieszkańców niedaleko Oslo, wygląda jak mały raj na ziemi. Rozrzucone po wzgórzach drewniane domki przeglądają się w przecinającej miasto rzece. Jeden z takich domków jeszcze niedawno stał przy ulicy Stasjonsgata 36. Kremowy, dwa piętra. Latem, w sezonie budowlanym, mieszkało tu nawet 40 Polaków.

9 listopada było ich 22. Pożar wybuchł nocą, ludzie z niższych kondygnacji zdążyli uciec. Pozostali nie mieli szans. Zginęło siedmiu mężczyzn, w większości z Płocka i okolic. Kolejny Polak jest w stanie krytycznym i leży nieprzy-
tomny w specjalistycznej klinice w Bergen.

Ci, którzy uratowali życie, stracili wszystko: dobytek, pieniądze, dokumenty. Część wróciła już do Polski, część czeka jeszcze na dopełnienie
ostatnich formalności. Mieszkają w hotelu, opiekują się nimi władze lokalne i policja. Nie chcą rozmawiać z "Gazetą".

- Oni się zwyczajnie boją. Czego? To nie wiecie, że pracę w Norwegii załatwiają firmy o strukturze mafijnej? -powiedział nam Krzysztof,brat jednej z ofiar pożaru, który od lat pracuje w Drammen legalnie. - Mój brat pochodził z Podkarpacia, chciał dorobić sobie przed świętami. Od znajomych
dostałem kontakt do Leszka Morawskiego z Płocka. Podobno on miał pracę dla Polaków w Drammen. Zadzwoniłem do niego, on potem skontaktował się z bratem.
I cztery tygodnie temu brat zjawił się tutaj.

Problemy zaczęły się już na miejscu. Po pierwsze, zakwaterowanie - dom przy Stasjonsgata był może i duży, ale zatłoczony, w pokojach mieszkało po trzech mężczyzn. Każdy miał lodówkę, czajnik, podgrzewacze do wody. Stara instalacja elektryczna nie wytrzymywała przeciążeń.

- Okazało się, że brat nie podpisze żadnej umowy. Harował na czarno od rana do nocy. O godz. 15.30 wszyscy schodzili z budowy, a Polacy zostawali bez żadnego nadzoru - opowiada mężczyzna. - Za godzinę brat dostawał 75 koron. A minimalna stawka zagwarantowana tu prawem to ponad 130 koron. I przynajmniej tyle musiał płacić norweski inwestor. Gdzie wędrowała reszta pieniędzy? Do
kieszeni pośrednika. Teraz brat nie żyje, a jego rodzina została bez niczego. Nie mamy pojęcia, czym zapłacimy za sprowadzenie zwłok do Polski.

Piwnice ze szczurami

Krzysztof: - Firm zarejestrowanych w Polsce i ściągających ludzi do pracy w Norwegii na czarno jest całe mnóstwo. Polak Polakowi robi takie świństwo.
Czemu brat nie wracał do kraju? A do czego miał wracać?

- Praca w Norwegii, choćby nie wiem w jakich warunkach i za jak niską stawkę, i tak będzie atrakcyjna. Nawet te oszukańcze 75 koron za godzinę daje dziennie 320 zł. Dlatego Polacy pracują bez ubezpieczeń i szkoleń, mieszkają w piwnicach ze szczurami albo na farmach w zanurzonych w błocie namiotach - mówi Maria Wang, Polka od lat mieszkająca w Norwegii.

Prowadzi firmę rekrutującą Polaków do pracy, ale - jak podkreśla - zawsze bezpośrednio u norweskich pracodawców, zgodnie ze wszystkimi wymogami
prawnymi.

- Prócz tego doradzamy Polakom, którzy gubią się w norweskich przepisach, nie wiedzą, jakie mają prawa, nie wiedzą, czego mogą oczekiwać od
pracodawców - dodaje Wang.

Pokazuje stos papierów w swoim biurze: -Widzicie? Wszystko to są pisma od zrozpaczonych Polaków. Mieliśmy tu panią, która zaszła w ciążę, a polski
pośrednik wyrzucił ją z pracy. Norweg już siedziałby za to w więzieniu.
Mieliśmy ludzi, których pośrednicy przywozili do Norwegii, mimo że nie było dla nich zajęcia. Nie płacili im ani grosza, ale za mieszkanie i wszystko inne kazali sobie zwracać. Byli Polacy, którzy przez wiele miesięcy nie dostawali swoich pensji,i tacy,którzy tracili zajęcie,bo ośmielili się zapytać, jakie przysługują im prawa.

- No, tak to wygląda - przyznaje Jacek, młody chłopak, który do Norwegii jeździ regularnie od kilku lat. Robi, co się da: raz legalnie, raz na
czarno:-Ktoś w Polsce zakłada firmę jednoosobową, wystawia Norwegowi faktury. Kilka osób zatrudnia na umowę-zlecenie,resztę ściąga do pracy niele-galnie. I przykazuje: rób wszystko,by nie złapali cię przy pracy. W razie wpadki mów, że jesteś turystą. Albo że dopiero przyjechałeś i czegoś
szukasz.

- Znam masę polskich firm pośredniczących przy załatwianiu pracy w Norwegii - opowiada nam inna kobieta, od lat pracująca w Norwegii. Prosi o
anonimowość: - Tylko jedna płaci podatki i w ogóle działa zgodnie z prawem. Reszta kombinuje.

Kobieta dodaje: - Powiem szczerze: pięć lat temu to była inna Norwegia, miła czysta, uprzejma i pozytywnie nastawiona do Polaków. Ale niestety
spieprzyliśmy to sami. Ktoś dobrze napisał na "Gazetowym" forum:

"Zniszczyliśmy Irlandię, Brytanię. A teraz Norwegię".

Maria Wang podkreśla: - Norwegia bardzo restryk-cyjnie pilnuje swoich przedsiębiorców. Bez kompletu dokumentów norweski przedsiębiorca nigdy nie dostanie zlecenia. Ale wystarczy, że ktoś zarejestruje firmę w Polsce, i już wymyka się jakiejkolwiek kontroli. A robotnicy mają problemy, jak się komuś poskarżą. Po pożarze przy Stasjonsgata jeden z moich znajomych Polaków
udzielił wywiadu lokalnej gazecie. Mówił o złych warunkach pracy, o fatalnych warunkach mieszka-niowych. Na drugi dzień ktoś zadzwonił do niego z
pogróżkami. I przykazał siedzieć cicho. Bo tu, proszę pani, w grę wchodzą ogromne pieniądze.

Wystarczy ekspiriens

- Bez przesady. Polakom w Norwegii nie dzieje się krzywda - tak uważa rosły mężczyzna w sile wieku, którego spotkaliśmy w Drammen w sklepie spożywczym
- Można tu znaleźć legalną pracę w norweskiej firmie, wystarczy, że ma się dobry ekspiriens. Doświadczenie. I wtedy tak: stawkę dostaje się
określoną, rzecz jasna nie taką jak Norki, to znaczy Norwegowie. Waha się to w granicach 130-140 koron brutto.Norweg za tę samą pracę dostanie jakieś 180 koron. Ale to tylko na początek - potem dostaje się podwyżkę i kolejną, jeśli zapisze się na kurs norweskiego. Auto, ubranie robocze, pełny socjal.
Problem polega tylko na tym, że nie można przepracować więcej niż osiem godzin.

Legalna praca to także pozwolenie na pracę wydane przez policję,umowa,a co za tym idzie - możliwość wynajęcia sensownego mieszkania - ciągnie mężczyzna. -A teraz nielegał: zero ubezpieczenia, zero socjału, dodatków. Stawki o wiele niższe - od 80 do 110 koron w zależności od branży.I można
zapomnieć o mieszkaniu - w Norwegii nikt nie wynajmie mieszkania bez długoterminowej umowy o pracę.

Ale za to można pracować dłużej, do tego łapać fuchy w weekendy. I wychodzi się na tym lepiej niż na legalu. Ubezpieczenie? Przecież można samemu wykupić sobie w Polsce polisę. Jeśli ktoś czuje się oszukany, to po co tu siedzi?! W imię czego daje się tak głupio wykorzystywać? Pierwszego dnia zarobi na bilet powrotny do domu. Tym bardziej że dobry fachowiec,cieśla,płytkarz zarobi w Polsce 4-6 tys. zł. Nie musi tułać się na obczyźnie. No bo niby w Norwegii owszem, zarobi od 10 do nawet 18 tys. zł, ale bądźmy
szczerzy: tysiąc złotych kosztuje samo wynajęcie tu mieszkania, kolejny tysiąc wyżywienie itp.


- Nikt nas tam nie trzymał, ale wyjazd to duży wydatek dla kogoś, kto nie ma pracy w Polsce - pisze jeden z "Gazetowych" forumowiczów. Dodaje, że mieszkał przy Stasjonsgata 36 i pracował dla Leszka Morawskiego.
Uzupełnia: - Miałem wrócić do kraju i powiedzieć żonie, że warunki życia kiepskie? Przymykał człowiek oko i pracował aż do czasu tego tragicznego wypadku.

Jeszcze raz Jacek: - Pożar w Drammen wstrząsnął Norwegią. Coraz więcej mówi się, na jakich zasadach Polacy tu pracują, w jakich warunkach żyją. Telewizja NRK pokazała reportaż o ośmiu osobach mieszkających w piwnicy z jednym oknem. Dla wszystkich to był prawdziwy szok. Może teraz coś się tu zmieni.

Lars Bjerue, urzędnik reprezentujący w sprawie pożaru władze Drammen (ofiary pożaru pracowały przy budowie szkoły, inwestorem było miasto): - Norweska inspekcja pracy już dostała polecenia, by dokładnie zbadać, w jakich warunkach pracują i mieszkają Polacy.

W Drammen norweski wykonawca zatrudniał Polaków przez norweskiego pośrednika. Ten z kolei zwracał się do polskiego pośrednika.

- Wyszliśmy z założenia, że za bezpieczeństwo pracowników,ich ubezpieczenie,szkolenia odpowiada właśnie ten norweski pośrednik - tłumaczy Lars Bjerue i dodaje: - No cóż... Jesteśmy od was uzależnieni. Nie mamy pracowników, dlatego tak ważna jest dla nas wasza pomoc. Polaków jest tu
bardzo dużo, szczególnie w branży budowlanej. No i skala tego zjawiska chyba nas przerosła. Np. tu, w Drammen, nie zdawaliśmy sobie sprawy, na jakich warunkach pracują i jak mieszkają niektórzy Polacy.

To był taki dramat...

Spróbowaliśmy skontaktować się z Leszkiem Morawskim. Jedziemy do siedziby jego firmy w Płocku. To jednorodzinny domek, obok sklep spożywczy. Okazuje się, że prowadzą go rodzice Morawskiego.

W środku spotykamy jego matkę. W trakcie krótkiej rozmowy kobiecie łamie się głos: - Nie ma ani męża, ani Leszka. Jeżdżą od jednej rodziny do drugiej, do wszystkich, którzy stracili w Norwegii bliskich. Na pewno będą chcieli się z
wami spotkać i opowiedzieć, co się stało, ale teraz nie potrafią o tym mówić. Musicie uwierzyć. To był taki dramat...

Nazwisko Leszka Morawskiego zostało zmienione


Źródło: Gazeta Wyborcza
 

nortus
 

Nietypowy wyrok zapadł w Bytowie. Sąd zakazał mieszkańcowi tego miasta dokarmiania ptaków, a konkretnie wyrzucania jedzenia przez okno. 65-letni Wacław Jeśmontowicz został także zaocznie ukarany mandatem w wysokości 80zł. Miłośnik ptaków nie zgadza się z wyrokiem, od którego już się odwołał. Jeśli znowu przegra, grozi mu nawet 500 zł grzywny a nawet kara ograniczenia wolności- podaje "Polska Dziennik Bałtycki".

Sąd Grodzki jako powód kary wymienił "złośliwe wyrzucanie przez okno resztek pożywienia zanieczy-szczających podwórko oraz dach pomieszczeń
gospodarczych".

Starszy mężczyzna ma przeciwko sobie nie tylko sąd, ale jeszcze sąsiadów, którym nie podoba się, że dokarmiając ptaki zaśmieca wspólne podwórze.

Mężczyzna nie zgadza się z wyrokiem. - Będę więźniem sumienia. Jak będzie trzeba, to pójdę siedzieć w imieniu bytowskich kawek - zapowiada 65-latek.

Jak jednak dodaje, ma nieco żalu do ptaków, bo gdyby jadły wszystko, co im daje, to na podwórzu nie byłoby śmieci.
 

nortus
 
502 Bad Gateway
The server returned an invalid or incomplete response.
  • awatar Tomasz Wójcikowski: Spróbuj wyczyścić cache i zrestartować przeglądarkę.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: robię to codziennie i po każdym dłuższym pobycie na pingerze. Ale te cuda dzieją się dopiero od ostatniej modyfikacji pingerka. PS i po co było chwalić.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Przyjmuje niektóre wpisy a niektóre wyrzuca.
Podaje błąd 502 i 400.
Ciekawe dlazego?
 

nortus
 

“Moherów jest w Polsce dużo więcej niż się sądzi”



Prezes PiS nie obawia się "moherowego" wizerunku jego partii. Uważa, iż sprawa z euro jest dobrym dowodem na to, że tych moherów jest w Polsce dużo
więcej, niż się sądzi. To są ludzie przywiązani do polskiego państwa i polskości - przekonuje szef PiS Jarosław Kaczyński z rozmowie z Joanną
Lichocką z "Rzeczpospolitej".


A ile jeszcze ich jest na cmentarzach.
 

nortus
 
Widzę, że powoli zaczyna ktoś myśleć o tych paskudach stojących w naszych miastach.

Szpetne, banalne, nielubiane

Rzeźba pomnikowa w wolnej Polsce zatrzymała się w rozwoju. Te same tematy (wojna, martyrologia, wielcy ludzie), te same motywy (najczęściej postać na cokole), ci sami twórcy. Nowatorskie pomysły i niekonwencjonalne wizje nie mają żadnych szans. Od wielu lat nie powstał u nas pomnik,który byłby ważnym artystycznym wydarze-niem. Najbliższy można zobaczyć w Berlinie, gdzie amerykański architekt Peter Eisenman upamiętnił ofiary Holocaustu, stawiając w centrum miasta 2,7tys. betonowych kloców. U nas to by nie przeszło. Tutaj wszystko musi być dosłowne. Jak odsłonięty kilka lat temu w Warszawie pomnik Janusza Korczaka koło Pałacu Kultury. Zaprojektowany przez Bohdana Chmielewskiego i
Zbigniewa Wilmę poraża przegadaną symboliką. Jest tu wszystko - Korczak i dzieci, dwa drzewa w kształcie świecznika, wyrastająca z suchych konarów gałązka nadziei i bijące spod ziemi źródełko życia.

Zrodzone z natchnienia

O formie monumentów decydują komitety budowy, a głównie sponsorzy, którzy sami wybierają artystę i zamawiają u niego rzeźbę. Potem z gotowym projektem w teczce idą do ratusza. Dokładnie tak działał arcybiskup Sławoj Leszek Głódź (obecny metropolita gdański), gdy kierował diecezją warszawsko-praską.
Wszystkie rzeźby zamawiał u swego ulubionego artysty Andrzeja Renesa - autora pomnika Stefana Starzyńskiego - jednego z bardziej wyśmiewanych przez warszawiaków monumentów. To przedziwna rzeźba na pl. Bankowym przedstawiająca przedwo-jennego prezydenta stolicy wychylającego się zza
planu miasta. Warszawiacy nazywają ją m.in.:
"prezydentem w śliniaku", "żółwiem", "łowiczanką" i "kapuścianą głową".

Arcybiskup Głódź zlecił Renesowi m.in. pomnik księdza Ignacego Skorupki przed praską katedrą św. Floriana. Powstał kicz w czystej postaci.
Bohaterski duchowny sprawia wrażenie osoby sparaliżowanej, która straciła równowagę, a jego zdziwione oblicze nie zdradza żadnej ważkiej myśli.

W Szczecinie patronem głównego monumentu poświę-conego wydarzeniom Grudnia '70 jest oczywiście Marian Jurczyk, dawny opozycjonista i prezydent.
Projekt, który wygrał ogólnopolski konkurs, nazwał "nieporozumieniem", a poparcia udzielił wizji prof. Czesława Dźwigaja. Pomnik stanął w 2005 r. Przedstawia odlanego z brązu 11-metrowego Anioła Wolności o pionowo uniesionych skrzydłach, trzymającego w ręce wyglądającą jak harmonia
cierniową koronę (z napisem "Grudzień '70"). Anioła przypominającego raczej figurę cmentarną nie ustawiono na żadnym wzniesieniu przez co przestrzeń rozległego placu "pożarła" (może na szczęście) dzieło. [dodam od siebie że 6 letnie dzicko mojego sąsiada mówi na ten pomnik "Czarny anioł" lub "Anioł śmierci" i to chyba najlepiej oddaje jak jest odbierany przez ludzi].

Prezydent Kielc Wojciech Lubawski postanowił zafundować miastu mojżeszowe tablice z przyka-zaniami. Stanęły w amfiteatrze Kadzielnia, na terenie rezerwatu geologicznego. Skąd pomysł? - Podczas koncertu [premiery drugiego oratorium
"Tu es Petrus"], kiedy patrzyłem na narratora stojącego na skałach,pomyślałem właśnie o kamien-nych tablicach z przykazaniami. Nie miałem wątpliwości, że świetnie będą na skale wyglądać - wyznał prezydent Lubawski. Jak pomyślał, tak zrobił. Ogromne betonowe tablice stanęły w
Kadzielni w 2005r. Nie sposób ich nie zauważyć - skutecznie szpecą rezerwat.

Przekleństwem Rzeszowa stało się natchnienie dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Zieleni Tadeusza Kuśnierza. Na skwerku im. Kazimierza Górskiego, na tle zabytkowego ratusza, bez konsultacji z konserwatorem zabytków czy komisją ds. estetyki przy prezydencie postawił w tym roku pomnik dwóch obciętych rąk trzymających piłkę. Całość sprawia wrażenie szkolnego ćwiczenia, bo takim w istocie jest! rzeźbę wykonali uczniowie Zespołu Szkół Plastycznych w ramach zajęć dodat-kowych, pracę poprawiał plastyk na etacie MZDiZ. -To klasyczny przykład kiczu. Ta rzeźba nas kompromituje - skwitował Zbigniew Jucha, z-ca Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Eksrektor Uniwersytetu Opolskiego Stanisław Nicieja zasiedlił 22 rzeźbami wzgórze, na którym mieści się jego uczelnia. Jedne są stare, nawet
średniowieczne, inne współczesne. Jako że rektor jest miłośnikiem teatru i muzyki - przed gmachem stoją niemal na sobie pomniki: Agnieszki Osieckiej
Czesława Niemena,Marka Grechuty i Jerzego Grotows-kiego. Kolejni będą Starsi Panowie Dwaj.

Co obraża pamięć ofiar

Wrocławianie nie mieli wpływu na to, jak będzie wyglądał pomnik Ofiar Katynia, który stanął w 2000 r. parku Słowackiego. Pomordowanych polskich
oficerów upamiętniono figuralną alegorią,w której wbrew wszelkim zasadom ikonograficznym, wywyż-szony został anioł śmierci. To tak jakby hołd oddawano siłom zła, a nie ofiarom mordu. Ten pretensjonalny monument zaprojektował Tadeusz Tchórzewski,laureat drugiego konkursu  ogłoszonego
przez Dolnośląską Rodzinę Katyńską, kiedy jej członkowie nie zaakceptowali prostej abstrak-cyjnej kompozycji autorstwa Alojzego Gryta wybranej przez fachowców za pierwszym razem.

Równie nietrafiony jest inny martyrologiczny pomnik wrocławski - Zesłańców Sybiru - w którym patetyzm i narodowa retoryka górują nad estetyką. To kilkudziesięciotonowa betonowa, waląca się ściana przebijana upadającym krzyżem. Ten moloch zajął miejsce dawnego ogródka zabaw dla dzieci na placu Strzeleckim, nie wzbudzając sympatii wśród mieszkańców.Kompozycję Jarosława Perszki nazywają hołdem dla smutnych blokowisk albo ścianką wspinaczkową, na którą zabroniono wchodzić.

Poznaniakom też nie przypadł do gustu ich pomnik Ofiar Katynia i Sybiru stojący na tyłach Zamku Cesarskiego.Mówią, że przedstawia ludzi wrzuconych
do bagna albo betoniarki. Powstał on z inicjatywy stowarzyszenia Katyń w Poznaniu. Kiedy na łamach
"Gazety" Jakub Głaz napisał, że to "rzeźbopodony
twór, który należałoby jak najszybciej zakopać", oburzone stowarzyszenie zasypało redakcję listami o treści:"Zawarta w artykule propozycja świadczyo ignorancji wobec historii,arogancji wobec żyjących
oraz obraża pamięć ofiar".

Najnowszy pomnik Krakowa upamiętnia marszałka Józefa Piłsudskiego (towarzyszy mu czterech legio-nistów). Odsłonięto w Krakowie podczas obchodów
90. rocznicy odzyskania niepodległości.To kolejne dzieło prof. Dźwigaja.
Krakowianie drwią z pomysłu wsparcia Piłsudskiego na szabli z orłem polskim u stóp, bo orzeł zdaje się miotać w konwulsjach z ogonem przydeptanym
ciężkim wojskowym butem marszałka. I przeszyty bolesnym spazmem sprawia wrażenie,jakby ostatkiem sił trzymał wypadającą mu z pazurów odznakę I
Kompanii Kadrowej.

Świętości nie szargać

W Krakowie w maju tego roku odsłonięto na skwerze koło kościoła Na Skałce coś, co się zwie Ołtarzem Trzeciego Tysiąclecia.  Zajmuje powierzchnię
tysiąca  metrów kwadratowych.Na tle średniowiecz-nego muru stoi siedem wielkich filarów. Przed nimi - ponadczterometrowe figury z brązu: św.
Stanisława,św.Wojciecha, Jana Pawła II,św. Jadwigi
św. Faustyny, św. Jana Kantego i o. Augustyna Kordeckiego. - To scena obłożona wkoło gresem z
Castoramy,która całkowicie zdominowała to miejsce
- skomentowała dr Monika Bogdanowska ze stowarzy-szenia przyznającego Archi-Szopy za najszpet-niejsze krakowskie realizacje.

A wydawało się, że najgorsze Kraków ma już za sobą. W 2001 r. przeżył ustawienie pomnika ks. Piotra Skargi autorstwa prof. Dźwigaja. - Nie dość,że ksiądz wygląda, jakby miał zaraz popełnić samobójstwo, skacząc z kolumny, to jest szkodliwy dla cudownego miejsca, gdzie współgrają ze sobą wszystkie style architektoniczne - mówił tuż po odsłonięciu pomnika prof. Jacek Woźniakowski, nestor krakowskich historyków sztuki. Jeden z krakowskich profesorów stwierdził: "Moim zdaniem on chce wyrazić tylko jedno - zaraz spadnę!". Pomnik ustawiono po cichu, w nocy. Zaraz po odsłonięciu anonimowa ręka przyczepiła do kolumny kartkę z radą skierowaną do autora: "Czesław,
nie Dźwigaj więcej takich pomników, bo znów będą same skargi".

Odlany z brązu Chrystus Zbawiciel stoi przy neogotyckim kościele na ul. Fredry w Poznaniu. Został postawiony"W hołdzie wdzięczności Jezusowi
Chrystusowi Zbawicielowi Ludzkości w 2000-lecie narodzin". Przez poznaniaków nazywany jest kręgla-rzem, bo Chrystus trzyma w ręce symboliczną kulę ziemską zwieńczoną krzyżem. Autorem pomnika jest Eugeniusz Olechowski.

Po śmierci Jana Pawła II Polskę zalała fala jego pomników. Seryjnie papieży tworzy prof. Gustaw Zemła. Najnowszy stanął niedawno przed wejściem do katedry wawelskiej (to już dziewiąty papież krakowski!).Starsze wersje -w Płocku, Katowicach, Suwałkach, na Górze św. Anny (różnią się tylko gestem ręki i uchwytem pastorału).

Reżyser Kazimierz Kutz tak skomentował to zjawisko
- Jestem przekonany, że gdyby biedny papież zobaczył, co się wyprawia na placach i ulicach polskich miast z jego postacią, zemdlałby ze wstydu i na pewno by zakazał tego procederu.


Swojego papieża ma też kuria poznańska.Stojące na Ostrowie Tumskim dzieło wyszło spod ręki Krystyny Fałdygi-Solskiej. Papież w zwiewnych szatach przy-pominających pelerynę batmana wygląda, jakby prze-chadzał się po wybiegu dla modelek.

Konkursy nie pomogą?

Od lat słuchać w Polsce apele, aby nie stawiać pomników bez konkursów, ale w wielu miastach władze tylko w wyjątkowych przypadkach wymagają ich przeprowadzenia. W tej sytuacji nikt nie ma wpływu na jakość artystyczną planowanych monumentów.

Ale konkursy nie są lekiem na całe zło. Zdarza się, że wygrywają je prace słabe (np. pomnik Korczaka), ale przynajmniej jest jakiś wybór.

Tyle że konkurs musi być profesjonalny, a nie taki, jaki dwa lata temu zorganizowało Polskie Stronnictwo Ludowe na monument Batalionów Chłopskich.
Zamiast profesjonalnego jury projekty oceniali szeregowi członkowie partii, którzy przychodzili do stołówki na obiad. - Było to powszechne referendum.
Najbardziej demokratyczny sposób wyboru-tłumaczył Stanisław Ozorek z Ogólnopolskiego Związku Żołnierzy Batalionów Chłopskich. Wygrała praca
kamieniarza z Lubelszczyzny przypominająca nagrobek.

Kilka lat temu w Warszawie artyści i historycy sztuki zaproponowali powołanie w stolicy rady artystycznej opiniującej projekty pomników. Zasia-dający w niej profesorowie ASP mieli powstrzymać zalewającą miasto rzeźbiarską szpetotę. - W Londynie władze miasta przy każdej miejskiej
realizacji architektonicznej proszą Akademię o konsultację, liczą się ze zdaniem profesorów, artystów. Może u nas się uda, gdy powołamy radę -
przekonywał prof. Mirosław Duchowski z ASP. Pytani przez nas o opinię młodzi artyści powątpiewali w skuteczność rady, w której zasiądą szacowni profesorowie o eklektycznym guście. Ostatecznie, rada i tak nie powstała. Co
więc pozostaje? Ostatnią deską ratunku może być głos opinii publicznej, wspierany przez lokalne gazety. Portesty warszawiaków poskutkowały, gdy w
Parku Ujazdowskim, a potem koło Sejmu chciano postawić koszmarny pomnik Emigranta "Macierz Polonii"-wyrzeźbioną przez wspomnianego wcześniej prof. Czesława Dźwigaja wielką postać z małą głową i jajowatą bryłą (ponoć ziemskim globem) w uniesionej dłoni. Mimo, że pomnik był już odlany, a jego ustawienie popierał ówczesny marszałek Senatu Longin Pastusiak, pod presją opinii pub-licznej stołeczni radni nie zgodzili się na tę rzeźbę.

=============

Ja się tylko mogę podpisać pod tym co mówią ci co się znają na sztuce. Wystarczy spojrzeć na pomniki
JPII, które zamiesciłem na blogu kilka dni temu. Przecież to ostatnie szkaradztwa świata - okiem laika, podkreślam.

Za chwilę pokażę wybrane pomniki i wyniki głosowa-nia czytelników gazety.
 

nortus
 

Za cholerę nie mogę Wam pokazać tych szkarad bo od dwóch dni pinger.pl nie przyjmuje tej wiadomości do wiadomości.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Pomniki wybrane do konkursu:


Pomnik Kazimierza Górskiego w Rzeszowie.Stoi na tle zabytkowego Ratusza.Całość sprawia wrażenie szkolnego ćwiczenia, bo takim w istocie jest!
Wykonali ją uczniowie Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie w ramach zajęć dodatkowych, pracę poprawiał plastyk na etacie Miejskiego Zarządu Dróg i Zieleni.

Pomnik Stefana Starzyńskiego w Warszawie autorstwa Andrzeja Renesa. Rzeźba przedstawia przedwojennego prezydenta stolicy wychylającego się zza planu
miasta. Warszawiacy nazywają ją m.in.: "prezydentem w śliniaku", "żółwiem",

“łowiczanką" i "kapuścianą głową”



Pomnik księdza Piotra Skargi w Krakowie autorstwa prof. Czesława Dźwigaja. W Krakowie komentowano, że słynny kaznodzieja wygląda, jakby chciał popełnić samobójstwo. Zaraz po odsłonięciu monumentu anonimowa ręka przyczepiła do kolumny kartkę z apalem do autora: "Czesław, nie Dźwigaj więcej takich pomników, bo znów będą same skargi".

Pomnik Zesłańców Sybiru we Wrocławiu.To kilku-
dziesięciotonowa betonowa,waląca się ściana przebijana upadającym krzyżem. Mieszkańcy nazywają
kompozycję Jarosława Perszki hołdem dla smutnych blokowisk, albo ścianką wspinaczkową, na którą zabroniono wchodzić.

Pomnik studenta w Katowicach.Wzorowano go na greckim kurosie, nagim,atletycznym młodzieńcu, którego przyodziano w pogniecione dżinsy i biret.
Wykonany w brązie 2-metrowy monument przypomina studentom Michaela Jacksona,bo ma zniewieściałą twarz i półdługie, kręcone włosy. Autorami projektu są prof. Jerzy Fober i Andrzej Szarek z Katedry Rzeźby Wydziału Artystycznego UŚ.

Pomnik Chrystusa Zbawiciela w Poznaniu. Postawiony "W hołdzie wdzięczności Jezusowi Chrystusowi Zbawicielowi Ludzkości w 2000-lecie narodzin". Przez poznaniaków nazywany kręglarzem, bo Chrystus trzyma w ręce symboliczną kulę ziemską zwieńczoną krzyżem.Autorem pomnika jest Eugeniusz Olechowski.

Pomnik księdza Ignacego Skorupki przed katedrą św. Floriana w Warszawie.Bohaterski duchowny sprawia wrażenie osoby sparaliżowanej, która straciła
równowagę, a jego zdziwione oblicze nie zdradza żadnej głębszej myśli.

Pomnik Jana Kochanowskiego w Radomiu wg projektu prof. Jana Kucza. Ludzie w Radomiu wprawdzie lubią się z nim fotografować, ale nazywają go
"Kochanowskim u ginekologa".

Pomnik Janusza Korczaka w Warszawie. Zaprojektowany przez Bohdana Chmielewskiego i Zbigniewa Wilmę poraża przegadaną symboliką. Jest tu wszystko: Korczak i dzieci, dwa drzewa w kształcie świecznika, wyrastająca z suchych konarów gałązka nadziei i bijące spod ziemi źródełko życia.

Pomnik Jana Pawła II na Wawelu autorstwa prof. Gustawa Zemły. Joanna Daranowska-Łukaszewska, prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia
Historyków Sztuki po zobaczeniu projektu powiedziała: - Ot, święta figurka,na dodatek w mocno dewocyjno-dziewiętnastowiecznej stylistyce.


===

W prawym dolnym rogu podałem jaki procent głosów otrzymało każde "dzieło" od czytelników w necie.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: sukces udało się wczytać wpis. Nazwa zdjęcia pokazuje nazwę pomnika, nie chcę już kolejny raz modyfikować wpisu bo znowu mi się zbuntuje. Ach ty figlarny pingerku.
  • awatar RYSUNKI PRZYRODNICZE: mnie się ten 'student' podoba - nie wiem jak prezentuje sie w skali ale podobnych rzeźb w Payzu jest jak nasiał i maja swój urok. My zbyt poważnie traktujemy rzęźbę.
Pokaż wszystkie (2) ›