Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 15 listopada 2008

Liczba wpisów: 5

nortus
 
Ostatnio byłe kilkakrotnie "atakowany" przez kolegów z blogu za szkalowanie i brak szacunku do Kaczorków. Więc sobie coś wyjaśnijmy.

Doceniam w Kaczorkach jedno: ich zainteresowanie historią. Jak już kiedyś pisałem historia to moja ulubiona dziedzina. Zawsze w szkole miałem
szczęście do historyków i geografów.
Historia jest ważna, należy i trzeba pamiętać o tym co się wydarzyło, dlaczego i wyciągać z niej wnioski. Z tym ostatnim jest najgorzej.
Owszem upamiętniamy wydarzenia i ludzi, ale dlaczego zawsze obchodzimy same klęski i przegrane wojny? Wiem, że zwycięstw wiele to w historii nie odnieśliśmy, ale tym bardziej należy o nich pamiętać i przypominać a nie żyć samymi klęskami.
Jak ktoś kiedyś powiedział Polacy to taki naród co potrafi walczyć ale po bitwie żre się między sobą i traci to co zyskał.
Historia jest nauką a nie polityką. Nie można robić z historii bieżącej polityki. Zostawmy historię historykom, niech badają, piszą, oceniają. Ale nie róbmy mordu na historii, jak to ma miejscu od kilku ostatnich lat.
Najgorszym wzorem jest postępowanie IPN.
Jest takie przysłowie: miej wrogów daleko a przyjaciół blisko. A co my robimy? Co robimy od kilkudziesięciu lat? Przyjaciół mamy za oceanem (którzy i tak mają nas w d...- co pokazała historia nie raz, a wrogów za granicą. I nic nie robimy żeby to zmienić. Ale nie o tym miałem
teraz pisać.

Jedna z  osób wpisała mi się, że Kaczorek zdobył większość głosów w wyborach i jest prezydentem wszystkich Polaków. Oraz, że Ojczyzna jest jak matka i należy ją kochać i szanować.

Więc wyjaśniam:

Zacznę od punktu 2.

Tak, Ojczyzna jest jak matka. Ale matki są różne. Są kochające, szanujące swoje dzieci, czułe, czasami dające szturchańca gdy dziecko niesforne. I taką matkę na pewno należy kochać i szanować, gdyż mówiąc po ludzku, po prostu na to zasługuje.
Ale czy matka, która maltretuje swoje dzieci, rozpija i narkotyzuje je, katuje, topi w stawie bo jej przeszkadzają dzieci, gwałci albo dopuszcza że inni za jej zgodą i często w jej obecności gwałcą i znęcają się nad dziećmi,
takie znane ostatnio przypadki jak Fritz, matka porzucająca swoje dziecko na śmietniku - też zasługuje żeby ją kochać i szanować? Według mnie -NIE. Taką matkę należy pozbawić praw rodzicielskich.

Tak więc argument jest nie całkiem trafiony, drodzy koledzy z blogowiska.
Widzicie tylko taki obraz jaki Wam odpowiada, jednostronny. Lażdy tak widzi otoczenie jak chce je widzieć, a nie jakie jest. Dlatego warto dyskutować i poszerzać swoje horyzonty.
Dodam, że pracowałem kiedyś z panią dyrektor, która pomiatała ludźmi w pracy gorzej niż szmatą. W pracy było pełne zastraszenie, poniżanie i wyzywanie ludzi. A najbardziej pomiatała swoją sekretarką, która okazała się jej bliska rodzina. A ona sama mówiła o sobie, że jest jak matka dla
pracowników - w jej mniemaniu oczywiście. W każdym razie gdy składałem wymówienie z pracy
stwierdziłem, że wolałbym być sierotą. W efekcie miłości matczynej obdzwoniła wszystkie zakłady z branży w Szczecinie żeby mnie nie zatrudniać.
I w kilku przypadkach spotkałem się z odmową w dziwnych okolicznościach,nawet gdy była już podpisana umowa. Ale trafiłem na fajnych szefów pewnej firmy, którzy w pracy kierowali się kwalifikacjami a nie plotkami i jej zamiar spalił na panewce. Kochana mamusia.

Ad. punkt 1.

Posłużę się pomocami naukowymi:

Szacunek - wyraz ten może mieć wiele znaczeń, w zależności od kontekstu użycia może m.in.: oznaczać:
a.. szacunek - w sensie poważanie, uszanowanie, respekt, atencja, estyma, pokłon
b.. prestiż - znaczenie, autorytet, posłuch. (w socjologii prestiż jest subiektywnym kryterium stratyfikacji, opartym na wartościujących podsta-wach emocjonalnych i obiektywnych czynnikach stratyfikacji - wykształceniu,wykonywanym zawodzie, stylu życia, dochodach. Jest również jedną ze składowych statusu społecznego).

c.. kult, kult świętych, czczenie - to chyba nie w tym przypadku, o którym rozmawiamy.

Autorytet - pojęcie mające kilka odmiennych, choć nakładających się często znaczeń.

 1.. Społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach.
 2.. Osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności w ocenie jakiegoś
zjawiska lub wydarzenia.
 3.. W kontaktach międzyludzkich osoba mająca cechy przywódcze, z wysoką inteligencją emocjonalną lub charyzmą.
 4.. W teorii socjologicznej jeden z typów idealnych legitymizacji władzy.

Zinternalizowane przeświadczenie o świętości i nadrzędności przywódcy.

Najczęściej autorytet postrzegany jest jako czynnik stabilizujący więzi społeczne i ma wydźwięk pozytywny. Istnieje niestety
niebezpieczeństwo, iż nadmierne zaufanie do autorytetów grozi skostnieniem poglądów a czasem nawet ich zwyrodnieniem. Brak autorytetów w danej
społeczności grozi jej rozpadem lub anarchią. Istnienie w społeczności jednego, dominującego, autorytetu grozi jej faszyzacją. Zbyt wielka ich
liczba zagraża atomizacją.
 5.. W psychologii osoba, której jesteśmy skłonni ulegać, podporządkowywać się i wykonywać jej polecenia

W refleksji edukacyjnej przyjęło się rozumienie autorytetu jako wzoru czy swoistych przymiotów i kompetencji wychowawców, zwiększających ich
możliwości oddziaływania na wychowanków, przekazywania im wiedzy, postaw,wartości i formowania określonych umiejętności. Autorytet pedagogiczny staje się koniecznym warunkiem właściwego przebiegu procesu edukacji.
Wyróżnia się następujące jego rodzaje:

 a.. Autorytet oparty na doświadczeniu życiowym wychowawcy, czyli na jego wiedzy, wykształceniu, zdolnościach i mądrości;
 b.. Autorytet desygnowany, odnoszący się do pozycji społecznej wychowawcy, wynikający z uznania dla jego stanowiska bądź funkcji;
 c.. Autorytet oparty na nieformalnych umowach, zaufaniu, kontraktach, które wychowawcy zawierają w codziennych interakcjach ze swoimi
wychowankami;
 d.. Autorytet wypływający z władzy, którą posiada osoba sprawująca zwierzchnictwo nad innymi ludźmi;
 e.. Autorytet emocjonalny, wynikający z uczuć szacunku, miłości bądź też obawy czy lęku wobec wychowawcy;

Autorytet może oddziaływać wyzwalająco bądź ujarzmiająco.

Autorytet wyzwalający inspiruje i konstruktywnie wpływa na postępowanie osób, mobilizując je do inicjatywy i podejmowania samodzielnych działań,
stymulując ich zapał, wyobraźnię i intelekt, czy pomagając im w osiąganiu cywilnej odwagi i krytycznej wiedzy. Współpraca z tak rozumianym autorytetem nie wynika z obowiązku czy z powinności, lecz jest całkowicie dobrowolna.

Autorytet ujarzmiający pochodzi nie tyle z osobistych zalet czy zasług, ile
z wygórowanych ambicji i żądzy władzy jego
"dysponenta" dążącego do podporządkowania sobie wychowanków poprzez stosowanie aparatu przymusu i
ustanawianie arbitralnych zakazów bądź nakazów. W tym typie autorytetu ważną rolę odgrywa wrogość wobec indywidualizmu oraz wymuszanie uległości za
pośrednictwem cenzury, rywalizacji selektywnej czy represji za nieposłuszeństwo. Autorytet ujarzmiający jest wykorzystywany w tzw.
wychowaniu autorytarnym, w którym pozycję wychowawcy legitymizuje sam fakt posiadania władzy pedagogicznej i zdolność wymuszania posłuchu wśród wychowanków. W podejściu takim wychowawca jest rozumiany w pierwszym rzędzie
jako reprezentant władzy rodzicielskiej, państwowej bądź wyznaniowej.

Tyle teoria. Proponuję jeszcze raz spokojnie przeczytać i się zastanowić.

A to kilka wybranych elementów teorii:

prawdomówność, bezstronność, cechy przywódcze, z wysoką inteligencją emocjonalną lub charyzmą.
czynnik stabilizujący więzi społeczne, wydźwięk pozytywny

Czy człowiek, który poddaje się woli swojego brata już publicznie i pierwszego dnia (melduję wykonanie rozkazu!) ma charyzmę, cechy przywódcze?
Czy raczej słucha rozkazów innych, których darzy miłością? Czy jest samodzielny? Dygresja: gdyby Jarek miał żonę, bo na tym stanowisku w
zasadzie musi być małżonek (Są tylko nieliczne przypadki na świecie gdzie kawaler obejmuje takie stanowisko i do tego nie ma nim różnych podejrzeć co do poprawności etycznej) to na pewno on by kandydował na prezydenta. A tak siedzi z tyłu i kieruje bratem - co potwierdzał sam Lechu mówiąc kiedyś że bardzo często dzwoni do brata. Kiedyś był taki dowcip o Polsce, że jest jak samochód. Rząd (kierowca) kieruje samochodem a za nim siedzi pasażer który kieruje kierowcą (wtedy to było PZPR, która oficjalnie nie rządziła w Polsce
tylko kierowała krajem).

Czy jest bezstronny, ponadpartyjny, dbający o interes kraju czy partii brata (bo oficjalnie jest bezpartyjny - wymóg konstytucyjny).
Czy "rasowy" polityk głowa państwa najpierw mówi a później myśli i odwołuje to co powiedział a następnie winę zwala na dziennikarzy? Czy jeżeli zdarzyło się coś takiego nie powinien powiedzieć, że się pomylił, znaleźć  argumenty których nie wziął pod uwagę i po prostu przeprosić i
wyjaśnić?
Czy wieczne obrażanie się, bo ktoś go porównał już do słynnego kartofla, albo skrytykował jego sposób myślenia przystoi politykowi z klasą?
Czy chorobliwa wręcz obsesja na punkcie brata i mamy jest normalna dla polityka? Megalomania i fobie wychodzą na każdym kroku. To nie łączy tylko
dzieli.
Czy jest człowiekiem, politykiem, który stabilizuje sytuację, godzi zwaśnione strony, jest pojednawczym mediatorem czy raczej doprowadza
do skłócania, poróżniania ludzi, partii i polityków? Podobnie jak jego brat robił to przez 2 lata swoich a raczej ich wspólnych rządów.
Czy polityk wysokiej klasy nie powinien raczej dotrzymywać słowa? A gdy nie ma możliwości dotrzymania obietnicy nie powinien oddać się do dyspozycji Narodu i ogłosić referendum lub zrezygnować z władzy? Chyba nie muszę
przypominac wszystkich kłamstw jakie padały z ust obu braci i wykręcania kota ogonem, gdzie nawet ich zaufani zaczynali się gubić.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie "wpadki" prezydenta są jego winą. Przecież nie on wiesza flagi, nie on ustawia kolejność mównic itd. -
ale jeżeli to się nagminnie zdarza to czy nie powinien wywalić takich ludzi z roboty? Za to już on ponosi odpowiedzialność. Jego doradcy manipulują nim że aż miło. Kłamią ile się da i to w tak głupi sposób, że druga strona może szybko sprostować i wyjaśnić kłamstwa. Ile razy Kamiński już musiał przepraszać za kłamstwa, KŁAMSTWA nie pomyłki.Kownacki już pierwszego dnia przepraszał za okłamania dziennikarzy i nas, obywateli tego kraju. Czy on tego nie widzi, jak stał się instrumentem walki politycznej z rządem w imię
racji partii swojego brata? Widzi i świadomie godzi się na to. Bo gdyby kierował się
interesem Narodu a nie partii brata i chęci, by brat wrócił do władzy,postępowałby często inaczej.

Oczywiście zaraz padają argumenty, że Kwaśniewski był pijany w Katyniu,itp.choroby wschodnie.
Tak było tak. I było to nie właściwe, jak mawiają "niezależni" dziennikarze obrońcy PiSu przy każdej wpadce prezydenta ("nie mówmy o takich
drobiazgach"). Kwaśniewski jest lewicowym politykiem, ale czy w okresie swojej 10-letniej prezydentury nie starał się godzić stron? Nie był
mediatorem? Bronił tylko lewicy i tylko jej poglądy wychwalał? Czyż nie jest znamienne, że gry Rokita powiedział że prezydent wszystkich Polaków jest nim dopiero wtedy gdy 3/4 społeczeństwa popiera prezydenta i okazało
się w sondażach że Kwaśniewski miał w pewnym momencie prawie 80% poparcie (w każdym razie grubo więcej niż wymagane przez Rokitę 75%). A czy Kaczorek ma takie poparcie? Czy chociaż 50% go popiera? Przypominam,że Kwaśniewski w drugich wyborach wygrał za pierwszym podejściem.

Mówi się, że Kaczorek zawetował tylko 3 ustawy a Kwaśniewski 20: tak, ale 3 podstawowe ustawy i w ciągu  JEDNEGO roku a Kwaśniewski 20 ustaw, też
ważnych ale w ciągu 10 lat. Mała różnica? Czy jeżeli teraz z pakietu np. 5 ustaw zdrowotnych on zawetuje jedną najważniejszą to nie jest to samo jakby zawetował wszystkie 5? A zastanów się co będzie, jeśli z pięciu ustaw które zmieniają całkowicie system służby zdrowia 4 wejdą w życie a podstawowa nie:
co będzie wtedy? Stary system nie będzie istniał i nowy też nie. A może o to chodzi by sparaliżować wszystko i wtedy brat będzie genialnym prorokiem?

Kończąc już: Kaczyński jak dotąd nie jest prezydentem wszystkich Polaków, reprezentuje wyłącznie poglądy swojego brata i jego partii. Nie jest mediatorem i pojednawcą. Często jest mi po prostu wstyd jako Polakowi za zachowanie i wypowiedzi prezydenta. Jego rządza władzy jest przerażająca.
Czego dowodzą choćby ostatnie przepychanki z rządem o kierowanie polityką rządu. Konstytucja nie jest jednoznaczna, nie napisano w niej że Kaczyński musi podpisać coś co ustalił Sejm (a Sejm jest najwyższym organem władzy
ustawodawczej w Polsce i jest reprezentantem Narodu Polskiego!). Politykę zagraniczną, bo o nią na razie idzie wojna, prezydent współtworzy z rządem a nie rząd współtworzy z prezydentem - czy nie widzisz różnicy, gdzie są położone akcenty.
Polska przyjęła mętny wzór demokracji. Faktycznie trzeba się zdecydować czy chcemy władzy rządu czy prezydenta. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z
imieniem ale i pierwszy i drugi Lech uważają, że mają władzę taką jak prezydent USA. Otóż nie, choćby dlatego że w Ameryce nie ma premiera. W
Polsce przyjęto założenie, że prezydent jest reprezentantem państwa (jak prezydent Niemiec, Włoch), a nie rządzi. Choć to do końca tez nie jest właśnie ujęte w konstytucji i dlatego trzeba powiedzieć wreszcie jasno.

Kończąc już, ale to ważne. Obaj bracia są prawnikami. Nie ważne w jakiej dziedzinie, znają podstawy prawa. Czy prawnik może powiedzieć, że sądy mają się kierować interesem państwa a nie przepisami prawa, przez to państwo ustanowionymi? Czy prawnik może powiedzieć, że w konstytucji nie jest napisane że ja muszę podpisać (zapis mówi, że sejm coś tam a prezydent podpisuje i ogłasza)? Czy to nie jest jednoznaczne? Czy jeżeli w konstytucji nie pisze że musi coś zrobić w ciągu 30 dni to znaczy, ze może tego nie robić przez kila lat, na przykład? Są zasady ogólne prawa, które regulują terminy jeśli ustawy szczególne nie okreslają inaczej. Podkreślam, prawnik z
wykształcenia.

Czy jeżeli polityk z klasą na forum międzynaro-dowym mówi, ze coś zrobi a później tego nie robi to jest politykiem godnym zaufania i szacunku?

Nie chcę już pisać o wielu wpadkach prezydenta, przez co rozumiemy oczywiście również kancelarię prezydenta , jego doradców i przedstawicieli.
Wreszcie sprawa nieszczęsnego balu Niepodległości.
Podziwialiśmy jak w USA McCain pogratulował Obamie, że Bush zadzwonił z życzeniami do swojego
politycznego wroga z gratulacjami. A tu z okazji rocznicy obecny prezydent nie może zaprosić byłego prezydenta, podczas gdy wcześniej obiecał że wszyscy prezydenci będą zaproszeni. WSZYSCY czyli nawet prezydent Jaruzelski, który i tak by nie przyszedł, bo jest dobrze wychowany. Ale
wypadałoby. Kaczyński zlekceważył uroczystości Wałęsy a to były i będą nie tylko jego prywatne urodziny ale jednak rocznica przyznania Mu Nagrody
Nobla. Dla całego świata symbolami Polski są Wałęsa i Papież JPII. Nawet jeżeli kiedyś zrobił coś niegodnego (a nie ma na to dowód nadal, mimo pracy IPN, tylko poszlaki) to jednak przyczynił się do wolności właśnie Wałęsa a nie Kaczyńscy. Że był on swego rodzaju marionetką pod publikę? Tak. Ale czy Polacy w 1980r poszli by walczyć na wezwanie profesorów (ludzi wykształconych ale nie potrafiących przemawiać do ludzi, mówiących językiem zawiłym i wyszukanym, naukowym) czy powtórzyłoby się to co w latach wcześniejszych, gdy każda grupa próbowała walczyć o wolność i dawała się napuszczać władzy jednych na drugich (1970, 1976, 1968, 1960, 1956 i inne daty i wydarzenia). Wałęsa potrafił ich wszystkich zjednoczyć i dlatego powstała Solidarność I to jest jego zasługa i dlatego Naród powierzył mu
urząd prezydenta. Że osobiście uważam iż nie powinien być prezydentem i ocena jego władzy to moja sprawa. Nie o to teraz tu chodzi.
Dlatego to był wielki błąd Kaczyńskiego, że nie potrafił się wznieść ponad osobiste urazy. I politycy zagraniczni wyraźnie pokazali jak go szanują.
Przyjechał drugi i trzeci garnitur polityków, bo prezydentów takich państwa (z całym szacunkiem dla tych krajów) jak Litwa, Estonia, Słowacja, Serbia, Czarnogóra czy Afganistan możemy sobie darować. Dla nas ważna jest Francja, Anglia, Niemcy, Rosja, Włochy, Ameryka. Szef Unii też nie przybył. Zobacz jaki jest odzew na zaproszenie Wałęsy na swoje urodziny i jubileusz Noblowski. A to nie jest urzędujący prezydent, jest osoba prywatną. Czy nie głupio, że prezydent Sarkozy przyjżdża do Wałęsy a nie do Kazyńskiego? I on
nie potrafi teraz tego zrozumieć, że skoro nie chce się spotkać z Sarkozym 6 XII to najwyżej się nie spotkają, bo nie wiem czy Sarkozy przyjedzie do jego willi w Juracie. Postawił Sarkozyego przed wyborem no to wybrał Wałęsę.
Podobnie jak kilkanaście znanych polityków świata, z Dalaj Lamą. A Kaczyńskiego nie będzie na uroczystości Nobla. To właśnie pokazuje najlepiej charakter Kaczyńskiego.

Dlatego Lech Kaczyński nie jest prezydentem wszystkich Polaków i nie jest moim prezydentem. Szanuję Urząd i Majestat Rzeczypospolitej ale nie osobę zasiadającym w tym fotelu obecnie.

Na marginesie, zwolennicy prezydenta, wymagający dzisiaj aby urząd darzyć szacunkiem - a swoją drogą ciekawe że jakoś widziałem wyłącznie polityków PiSu, innych jakoś nie zauważyłem, bo nawet Rydzyk już nie wzywa do szanowania prezydenta, skoro stwierdził że jego żona to czarownica. A jednak sami zapomnieli już jak traktowali urząd prezydenta gdy prezydentem był
Aleksander Kwaśniewski: jak wyzywali go, mówili że to nie jest ich prezydent, że jest komuchem i powinien ustąpić aby zrobić miejsce dla
prawdziwego Polaka. Czy wtedy szacunek dla prezydenta nie obowiązywał bo to nie był Kaczorek? A jak dzisiaj oni traktują prezydenta Wałęsę? Najnowszy przykład Szczecin: Jak Wałęsa przyjedzie odebrać tytuł honorowego obywatela
miasta to oni zbojkotują a do tej pory głosowali przeciwko przyznaniu wyróżnienia dla Wałęsy. I gdzie ten szacunek o który tak się upominają.


Miał to być krótki wpis, jest surowy, chaotyczny jeszcze i nieuporządkowany.
Ale czas go zamieścić.

Jeżeli ktoś będzie chciał podyskutować - zapraszam
Ale proszę o rozmowę na argumenty a nie na wyzwiska. Pozdrawiam
  • awatar boond: Morał jest taki, zanim zagłosujesz ,zobacz jego żonke. hi.hi
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Naukowcy przewidują, że w wyniku osunięcia się olbrzymiej skały do fiordu kilka norweskich gmin zaleje potężna fala tsunami. Mieszkańcy już są
przygotowywani do błyskawicznej ewakuacji w razie kataklizmu.

Gwałtownym zalaniem przez fale zagrożone są w szczególności 4 gminy leżące w okręgu More og Romsdal (środkowa Norwegia) - Orskog, Stordal, Norddal i Stranda. Mieszkańcy miejscowości leżących najbliżej niestabilnej góry Aknes
mogą mieć w krytycznym momencie nie więcej niż 5 minut na ewakuację, dlatego próbne alarmy są organizowane coraz częściej.

Kilka dni temu, w ramach testowania nowego systemu wczesnego ostrzegania, do mieszkańców wysyłano sms-y z informacją o niebezpieczeństwie, w domach dzwoniły telefony stacjonarne z automa-tycznymi ostrzeżeniami, a na ulicach słychać było dźwięki syren i nadawane przez megafony komunikaty o zagrożeniu.

Na czym polega niebezpieczeństwo? W największym skrócie - do wód fiordu spadnie kamień, wywołując falę tsunami.  "Kamień" będzie miał według ostrożnych szacunków około 700 metrów długości i 1200m szerokości,a do wody runie w wysokości 100m.
Kiedy w 1934r w norweskim Tafjord z wysokości 730m do wody wpadł odłam skalny o objętości około 3 mln metrów sześciennych, wywołał 62-metrową
falę powodziową. W wyniku kataklizmu zginęły wtedy 40 osoby. Naukowcy przewidują, że od skały Aknes może odpaść nawet 100 mln m3 kamienia.

Na międzynarodowym kongresie geologicznym organi-zowanym tego roku w Oslo Aknes określono jako jedno z najintensywniej monitorowanych przez geologów miejsc na świecie. Od 2004 roku naukowcy przyglądają się skale bardzo uważnie i montują kolejne, skomplikowane systemy pomiarowe. Skała wyraźnie pęka na dwoje i jest to proces nieodwra-calny. Pomiędzy odrywająca się częścią, a resztą skały tworzy się szczelina, która obecnie jest już 30 metrowym rowem wypełnionym gruzem.
W szczelinie drobne odłamki skał są mielone na piasek przez naciskające na siebie warstwy. Jak tłumaczą geolodzy, gromadzący się miedzy warstwami
piasek przyspiesza erozję skały, bo odpadająca część"ześlizguje się" po nim.Początkowo przesuwała
się o około 4 cm rocznie,jednak obecnie w niektó-rych miejscach tempo wzrasta do 20 cm rocznie.

Dla geologów jedno jest jasne - przyjdzie dzień, w którym skała spadnie do wody, wywołując falę powodziową. Nie wiadomo tylko, w jaki sposób i kiedy to nastąpi.Gdyby początkowo zaczęły odpadać niewielkie kawałki, a dopiero potem duży blok skalny, dałoby to mieszkańcom miasteczek leżących przy fiordzie czas na ewakuację.
Lokalne władze,które już kilka lat temu utworzyły specjalny sztab do zaplanowania i przeprowadzenia akcji ewakuacyjnej,wolą jednak zakładać najgorszy
ze scenariuszy - blok skalny oderwie się w ciągu kilku chwil, a mieszkańcom najbliżej położonych miast na ucieczkę przed falą pozostanie nie
więcej niż 5 minut.

Skała może runąć do wody tej zimy, ale równie dobrze może przetrwać jeszcze kilka sezonów. Niebezpieczeństwo kataklizmu wzrasta zimą, bo pod ciężarem zwałów śniegu odpadająca część skały może się załamać szybciej.


Według urzędników samej gminy Stordal na ich terenie legalnie mieszka i pracuje około 20 Polaków.

- Mieszkam w miasteczku oddalonym o 50 km od Aknes -opowiada Monika. -Próbne alarmy sprawiają, że włosy jeżą mi się na głowie. Najbardziej boję
się o syna, jego szkołę woda zaleje na pewno. Moje miejsce pracy też może się znaleźć pod wodą. Kiedy się zacznie, mamy natychmiast udać się w wysoko położone miejsca. Jak jednak uciekać, nie mając pewności, czy dzieci zostały ewakuowane? Szefowa nakazała mi w razie alarmu rzucić wszystko, nie kłopotać się nawet zamykaniem sklepu,tylko wsiadać w samochód i uciekać, jednak nie mam pewności, czy zachowam zdrowy rozsądek, gdy dojdzie do katastrofy. Jeśli dojdzie do niej nocą, może wybuchnąć panika. Na razie ludzie zachowują spokój, mówiąc, że po prostu po fakcie wszyscy odbudujemy swoje domy,ale jak w rzeczywis- tości damy sobie radę - nie wiem - wyjaśnia.


Zdaniem Moniki lokalne władze robią wszystko, aby przygotować mieszkańców na nadejście zagrożenia, jednak nie da się przewidzieć scenariusza wydarzeń w krytycznym momencie. Jej zdaniem, mimo licznych ćwiczeń,zebrań mieszkańców,informacji w prasie, może się okazać, że sytuacja przerośnie nawet trenowane od miesięcy służby porządkowe i coś wymknie się spod kontroli.

- Dom, kościół, szkołę odbudujemy - Oby tylko nikomu nic się nie stało. Intensyfikacja próbnych alarmów w ostatnich tygodniach niepokoi mnie.
Choć o zagrożeniu wiemy od kilku lat, tamtej zimy nikt nie organizował tylu akcji. - wyjaśnia.
Naukowcy z kilku europejskich uniwersytetów starają się dokładnie przewidzieć możliwe scenariusze katastrofy, by pomóc w przygotowaniu planów zapobiegania jej skutkom.
W Trondheim zbudowano dokładną makietę terenów wokół Aknes - fiord i jego odgałęzienia oraz leżące przy nim miasteczka. Geolodzy symulują katastrofę w warunkach laboratoryjnych. Niestety, nawet optymistyczne scenariusze zakładają całkowite zalanie kilku wiosek.

Skała Aknes leży przy fiordzie Sunnylysfjorden, połączonym bezpośrednio z najsłynniejszym i najbardziej malowniczym fiordem Norwegii - Geirangefjord.
Jeśli dojdzie do gwałtownej katastrofy, zalana może zostać między innymi znana wielu turystom wioska Geiranger.

Z Trondheim - Sylwia Skorstad



Møre og Romsdal to jeden z 19 regionów, na które podzielona jest Norwegia.

Administracyjnym centrum regionu jest Molde. Powierzchnia Møre i Romsdal to 15,11 tys. km², zamieszkuje go 247.933 osób (2008).
  • awatar cycero1984: :) smutna prawda fajne widoczki nam znikną
  • awatar gość: Witam.Mieszkam w samym środku wspomnianej powyżej miejscowości Geiranger. Mam mieszane uczucia co do przygotowania władz i mieszkańców do uderzenia fali powodziowej. Prawdą jest że życie toczy się tu normalnie i z pozoru ludność jest spokojna ale to nie prawda. Większość z nas nie ma pojęcia jak się zachować w ciągu tych 5 minut. Pozdrawiam z Geiranger.
  • awatar roman: Norweskie krajobrazy są wręcz niesamowite !. Rzeczywistości nie oddaje żadne zdjęci i film .Naprawdę bardzo ciekawy i mało znany w Polsce kraj . A szkoda . Pozdrawiam .
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Najmłodsi mogą teraz liczyć na profesjonalną pomoc.

W Polsce działa już bezpłatny europejski telefon zaufania dla młodzieży i dzieci .

Jak ktoś ma w szkole kłopoty, bo dostał dwóję, bo koledzy go biją albo się z niego wyśmiewają - jednym tchem tłumaczy sens uruchomienia telefonu Kasia Markiewicz, rezolutna 13-latka, wychowanka Domu Dziecka nr 1 w Warszawie.Po chwili przyznaje
że jej taki telefon też by się przydał. - Może teraz mniej, ale jakiś czas temu dużo wagarowałam i opuszczałam się w nauce.
Miałam swoje powody, o których łatwiej byłoby porozmawiać przez telefon niż z wychowawcą. Bo nie z każdym problemem można iść do wychowawcy - mówi nastolatka.

Europejski numer 116 111 i jednocześnie urucho-miona strona www.116111.pl będą szeroko promowane w szkołach.

Polska jest jednym z pionierów w jego wdrażaniu. U nas powstał dzięki fundacji Dzieci Niczyje (to jej psycholodzy dyżurują przy telefonach), MSWiA i Polkomtelowi oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

- Nie zdziwiłabym się, gdyby moje dzieci też zadzwoniły pod nowy numer, bo zdaję sobie sprawę z tego, że je zaniedbuję, siedząc od rana do wieczora w pracy - przyznaje Anna Streżyńska, prezes UKE. - W takiej sytuacji jest wiele rodzin i to pokazuje, jak ważny jest ten numer.

Pod 116 111 (telefon działa od poniedziałku do piątku w godz. 12-20) dzwonić można rzeczywiście z każdym problemem - przemocą w domu i szkole,
przekonaniem, że nauczyciel się na nas uwziął. Ale to także telefon dla każdego dziecka, które jest zwyczajnie smutne, bo np. tata wyjechał do pracy w Anglii.

- Z całą powagą potraktujemy też kłopoty wieku dojrzewania, problemy seksualne - wyjaśnia Monika Szajkowska, szefowa fundacji Dzieci Niczyje. I
przyznaje: - Wiem, że nawet połowa telefonów to będą żarty. Często jednak taki telefon dla kawału to sposób na sprawdzenie, kto siedzi po drugiej
stronie. Drugi telefon żartownisia może okazać się już tym właściwym, mówiącym o prawdziwym problemie.

Telefon jest anonimowy - dziecko nie musi się przedstawiać, a treść rozmowy jest objęta tajemnicą. Konsultanci mogą jednak zawiadomić policję, jeśli usłyszą, że życie lub zdrowie dziecka jest zagrożone.


Droga Młodzieży. Pamiętaj, że Ty też masz PRAWO.
Nie jesteś własnością rodziców i opiekunów. Nikt nie ma prawa Ciebie bić, przeglądać Twoje notatki osobiste, możesz mieć swoje tajemnice i prywatność
Jesteś członkiem rodziny a nie przedmiotem.

Pamiętaj: 116 111 oraz www.116111.pl
  • awatar gość: Ale to już było!
  • awatar Nortus & Potworna spółka: i jeszcze będzie, żeby młodzi zauważyli że mają gdzie zgłosić się po pomoc, jeśli będą mieli problemy
Pokaż wszystkie (2) ›