Gdy wróciłem wczoraj wieczorem z Opery oczywiście musiałem wpierw dać kolację "maleństwom".
Każdy dostał swoją suchą karmę do swojej miseczki i grzecznie wcinał.
Gdy szykowałem dla siebie Xythai pokazał mi, że w ich misce z wodą ... nie ma wody.
A pokazał to bardzo zmyślnie. Podszedł do miseczki a następnie patrzył się na mnie. Więc siłą rzeczy musiałem zorientować się.
I tu kolejna różnica między kotami.
Xylia jak zobaczy, że nie ma wody to po prostu idzie do pokoju i śpi. Nie dopomina się. Uważa, że tak musi
być. I to jest cecha właśnie sybirów.
Nawet gdy nie dam jej rano wołowinki (bo głupi sługa zapomniał wieczorem wyciągnąć kawałka z zamrażalnika) to po prostu machnie ogonem ze złości ale idzie do pokoju.
Wracając do wody.
Gdy nalałem wody i Xythai zaczął pić prysła Xylia i też zaczęła pić. Tylko, że jej główka jest duuuuużo większa od drobinki Xythaia.
Tak więc zajęła całą powierzchnie miseczki z wodą i nie dopuściła Xythaia do wody.
A ten bidula próbował podejść do miski z lewej strony, z prawej strony, i nic.
Więc przyszedł do mnie (obserwowałem ich będąc w kuchni) a Xylia cała swoją masą (hmmm, ciekawe ile teraz waży bo zrobiła się jakaś wielka) zajęła dostęp do miski i piła, i piła, i piła, i piła. Wreszcie poszła sobie do pokoju.
I wtedy Xythai mógł się dorwać do wody.
Dziwne też w tym było, że Xythai nie atakował Xylii.
Gdy przechodził nad jej ogonem to widać była, że ma ochotę trzepnąć w ogon ale spokojnie przeszedł nad nim
-
Seandvaenti:
-
Seandvaenti:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›